Tokyo Mew Mew

Rysunek: Mia Ikumi
Scenariusz: Reiko Yoshida
Ilość tomów: 7
Gatunek: Magical Girls

Pamiętacie Usagi Tsukino, zwykłą dziewczynę, która z dnia na dzień zostaje piękną wojowniczką o sprawiedliwość Sailor Moon? Tak… Przywołałam ten przykład, gdyż podobnie sprawy mają się z główną bohaterką „Tokyo Mew Mew” – 14-letnią Ichigo Momomiya. Ta sympatyczna, pełna energii osóbka na własnej skórze przekonała się, jak niesamowite niespodzianki może zafundować życie. Ale od początku.

Miejsce: muzeum, wystawa poświęcona zagrożonym gatunkom w przyrodzie. Powiewa nudą już z daleka? A niekoniecznie. Jest takie powiedzenie „Nieważne gdzie, ważne z KIM”.
Ichigo wybrała się do muzeum bynajmniej nie w celach edukacyjnych, przynajmniej tego nie zakładał plan. Chodziło jej tutaj raczej o wrażenia innego rodzaju, które miał zapewnić jej towarzysz – Masaya Aoyama. Kim…? Opisując tego młodzieńca muszę użyć wielu powtórzeń pewnego przedrostka. Zatem: najprzystojniejszy, najbardziej wysportowany, najpilniejszy, najbystrzejszy, najmądrzejszy i po prostu najlepszy uczeń w szkole. Ideał, chciałoby się wręcz rzec. Masaya jest oczywiście (no a jakże?) najbardziej pożądanym obiektem uczuć koleżanek z placówki edukacyjnej, w tym samej Ichigo. Dziewczyna należy do dosyć odważnych i ma zamiar zawalczyć o względy chłopaka. Gdzie najlepiej zaprosić inteligenta? Odpowiedź nasuwa się sama… I tak oto Momomiya wylądowała w muzeum. Ale czego się nie robi w imię miłości…

Całkiem udana wycieczka przybrała zgoła niespodziewany obrót. Kto mógł przypuszczać, że w pobliskiej, nowo otwartej kawiarence będą odbywać się jakieś dziwne eksperymenty? W dodatku przeprowadzającym je osobom, nie wszystko poszło według planu…
Niespodziewane trzęsienie ziemi zaskakuje Ichigo i czwórkę innych dziewcząt. Wstrząsy znikają tak nagle, jak się pojawiły, a nasza bohaterka odzyskuje przytomność na posadzce w muzeum. Przekonana, że wizja, której doznała to sen, powraca do domu…
Następnego dnia znać o sobie dają dziwne zdolności i cechy, które najwyraźniej zyskała. Ospałość, apetyt na ryby i wyjątkowa zwinność i lekkość ruchów – wszystko to bardzo przypomina… kota ! Tylko skąd to nagłe podobieństwo? Ichigo nie ma możliwości tego lekceważyć, bo gdy nagle atakuje potwór (w dodatku jakiś dziwny… Przerośnięty szczur?), dziewczynie wyrastają kocie uszy i ogon, a przez usta przechodzi zaklęcie…

Wyjaśnień udziela pewien licealista, przedstawiający się jako Ryo Shirogane. Objaśnia on Ichigo, że jej moc wynika z połączenia się wskutek przypadku jej DNA z genami dzikiego kota Iriomote. Zdarzenie to było skutkiem ubocznym nieudanego eksperymentu, który przeprowadzano w kawiarence nieopodal muzeum. Tak oto narodziła się Mew Ichigo – przywódczyni Mew Team, w skład którego wchodzą jeszcze cztery dziewczyny o nadprzyrodzonych mocach. Zadaniem grupy jest walka z najeźdźcami z kosmosu, którzy chcą przejąć kontrolę nad Ziemią atakując poprzez chimery animy – zwierzęta, opanowane przez genetycznie zmutowane pasożyty. Tylko Ichigo i jej zespół są w stanie z nimi walczyć…

Urocze dziewczęta, cukierkowe ataki, przystojni chłopcy – w tej mandze niemal wszystko wydaje się być sympatyczne. Nawet wrogowie Mew Team sprawiają wrażenie takich „nie do końca złych”, ich działania daje się umotywować, kto wie, może nawet mają swoje racje…

Fabuła jest bardzo prosta, strony wyraźnie zarysowane. Klasyczny układ „bitwa o Ziemię: dobro kontra zło”, przy czym rodzimej planety bronią słodziutkie, wzorcowe Magical Girls, w kolorowych kostiumach ukazujących ich niewątpliwe wdzięki (nadzwyczaj wyeksponowane zważywszy na średnią wieku dziewcząt). Całość dosyć infantylna i nieco kiczowata; razić mogą choćby niezbyt mądrze brzmiące ataki i wiecznie powtarzane, oklepane teksty. Mnie osobiście wybitnie drażniła kwestia, którą Ichigo zwykła raczyć każdego wroga. Te zabiegi zapewne mają dodawać serii uroku i słodkości- może to i działa w przypadku nieco młodszej grupy odbiorców, ja niestety czułam politowanie.

Od strony wizualnej manga prezentuje się zupełnie dobrze – delikatna kreska, dużo cieni i szczegółów. Postacie bez wyjątków wyglądają uroczo, łącznie z kosmitami (!). Szkoda tylko, że taki styl rysowania ogranicza wyeksponowanie momentów dramatycznych – to, co powinno wyglądać groźnie, sprawia wrażenie raczej smutnego. No ale „Tokyo Mew Mew” nie jest dramatem i wymowę ma bardzo pozytywną, więc nie ma co rozpatrywać tego w kategoriach wielkiego uchybienia.

Podsumowując: „Tokyo Mew Mew” jest typową mangą z gatunku Magical Girls, spełnia wszelkie standardy swojej kategorii i dla wielbicieli tego typu opowiastek jest idealną pozycją. Dla całej reszty potencjalnych czytelników z poza grupy docelowej, historia Mew Team nie jest już na pewno tak atrakcyjna, jako że nie ma tutaj nic nowego. Można przeczytać ale w charakterze swobodnej lektury, z zachowaniem dystansu. Z pewnych rzeczy się wyrasta, Sailorek nikt nam nie zastąpi, jednak przy odrobinie dobrej woli jakąś namiastkę tamtych starych, dobrych czasów można w tym tytule odnaleźć.

Przykładowa okładka: