Death Note

Rysunek: Takeshi Obata
Scenariusz: Tsugumi Ōba
Ilość tomów: 12
Gatunek: thriller, psychologiczny, shōnen, detektywistyczny, fantasy

Dzień 8 sierpnia 2008, dzięki wydawnictwu JPF (Japonica Polonica Fantastica), na stałe wbił się w pamięć polskich fanów mangi. Wtedy to ukazał się pierwszy tom japońskiego komiksu Death Note. Co prawda, Aż 3 lata po oryginalnym wydaniu, ale śmiało można stwierdzić, że warto było tyle czekać. Nawet kilkukrotnie przesuwana data premiery nie zniechęciła entuzjastów, a sama manga została bardzo dobrze odebrana i przyjęta.
Co tak zachwyciło? Otóż, niebanalna fabuła i nietuzinkowa kreska. Pomysłodawczynią jest Tsugumi Ohba. Dość tajemnicza, lecz niezwykle uzdolniona pisarka. Tak naprawdę, niewiele o niej wiadomo: urodzona w Tokio, kolekcjonerka filiżanek, lubiąca siedzieć w dziwnych pozycjach (podobnie jak bohater „DN”– L). Niektórzy nawet twierdzą, że Tsugumi Ohba to pseudonim, pod którym kryje się On/Ona. Jak na razie idealnie w rysopis autorki wpisuje się Hiroshi Gamou, znany dzięki serii Totemo Luckyman. Jak widać, już na samym początku pojawiają się tajemnice związane z mangą, co, muszę przyznać, tylko zaostrza smaczek. A o to przecież chodzi, nieprawdaż?
Jednak czym byłaby nawet najlepsza fabuła, gdyby nie rysunek, który jest podstawą komiksu? I tutaj kolejne zaskoczenie, oczywiście pozytywne. Otóż, oprawą wizualną zajął się Takeshi Obata. Znany z ilustrowania, min: Hikaru no Go, czy Blue Dragon Ral Grad. Mimo, że jego kreskę znają niemal wszyscy mangowcy, sam ilustrator pozostaje w cieniu, niewiele o sobie mówiąc. Wiemy tylko, że jego ulubionym zajęciem jest jazda na rowerze. Mając takich doborowych i owianych sekretami „rodziców” Death Note od samego początku skazany był na sukces. I tak też się stało.
Wedle polskiego przysłowia „niedaleko pada jabłko od jabłoni”, „dziecko” Tsugumi oraz Takeshi’ego nafaszerowane jest niedopowiedzeniami, zagadkami, jak oni sami. Łatwo wywnioskować, że opowieść nieustannie oscyluje wokół tytułowego Death Note’a, który przypadkiem znajduje młodzieniec – Light Yagami. Od tego momentu spokojne, można nawet powiedzieć, nudne oraz zatopione w książkach i nauce, życie Lighta, zmienia się o 180°. Odkrywa on przedziwną moc dziennika. Reguły w nim zapisane mówią, że jego posiadacz, jeśli zna twarz i nazwisko osoby, jest w stanie ją uśmiercić, wpisując dane do notesu. Początkowo Light przyjmuje to za dobry żart, ale postanawia wypróbować znalezisko i pewnego popołudnia z nudów notuje nazwisko kryminalisty pokazanego w telewizji. Okazuje się, że moc notesu nie jest żadnym wymysłem. Mało tego, należy on do Shinigami (japoński bóg śmierci) – Ryuka. Od tego momentu, chłopak wykorzystuje możliwości, jakie niesie posiadanie dziennika, do oczyszczenia świata z przestępców. Jego poczynaniom stale przygląda się bóg śmierci. Niestety, masowe, tajemnicze zgony złoczyńców, ściągają uwagę policji. Na czele grupy dochodzeniowej, której zadaniem jest schwytanie Kiry (Lighta Yagami, ukrywającego się pod pseudonimem), staje sławny detektyw ukrywający się pod pseudonimem L. Rozpoczyna się więc swoista gra w kotka i myszkę pomiędzy Lightem (Kirą) oraz L’em. Pojedynek ten można śmiało nazwać starciem wszech czasów, bowiem obaj przeciwnicy charakteryzują się niezwykłą bystrością, przebiegłością oraz dedukcją. Na przemian krzyżują sobie plany, uprzedzają, a nawet blokują kolejne ruchy.
Trzymająca w napięciu fabuła zostawia jednak sporo miejsca na żart, dowcip, a nawet zabawę z czytelnikiem. Wystarczy choćby spojrzeć na postać Ryuka, boga śmierci, który idealnie zaprzecza swojemu mrocznemu tytułowi. Wielki, z prześmiesznym wyrazem twarzy stwór, a dokładniej z„zezem rozbieżnym”, momentami wydaje się być zagubiony w świecie ludzi. Odnajduje jednak miejsce przy boku właściciela Death Note’a, a wszystkie rozterki zatapia w jabłkach, które wręcz uwielbia i za które oddałby życie. Ciekawym jest to, że nie zjedzenie przez pewien czas przysmaku przez Ryuka, w dziwaczny sposób deformuje jego ciało.
Również rzuca się w oczy sam „L”. Najsławniejszy detektyw na świecie, okazuje się być rówieśnikiem Lighta. Jest to niepozorny, trochę wychudzony, w workowatych ubraniach, z „artystycznym” nieładem na głowie młodzieniec z nietypowym stylem siedzenia. Okazuje się on być niesamowitym geniuszem. Plotki głoszą, że Ryuuzaki („L”, czy jak kto woli Hideki Ryuuga, Erald Coil, bądź Danuve) ma zespół Aspergera, co wiąże się z nieprzeciętną inteligencją, aklimatyzacją w społeczeństwie i dziwnymi przyzwyczajeniami. Niechęć do butów, słabość do słodyczy, to niektóre z dziwactw zdolnego detektywa.
Z kolei przy głównym bohaterze – Lightcie Yagami – mamy do czynienia ze swoistą grą słów, a raczej znaków, które idealnie obrazują dwie strony natury Lighta/Kiry. Nazwisko zapisane przy pomocy dwóch znaków: 夜 (yoru) 神 (kami), gdzie pierwszy oznacza noc, a drugi – bóg, wskazuje na mroczna stronę 22-letniego chłopaka – Kirę. Jest to bezlitosny, tajemniczy, manipulujący ludźmi, żądny zemsty i władzy w świecie morderca. Kontrapunktem jest znaczenie imienia Light (月) zapisanego przy użyciu znaku tsuki = księżyc. Odnosi się ono, co prawda, do nocy, ale można postrzegać to jako niewinność bohatera. Czyżby słodkich tajemnic ciąg dalszy?
W tym momencie należy złożyć hołd panu Takeshi Obata, za wyrazistą kreskę mangi, która odzwierciedla wszystkie stany ducha postaci. Jest to jeden z lepszych rysunków, jakie widziałam. Momentami gotyckie, dopracowane w każdym calu, z uchwyceniem najdrobniejszych szczegółów postaci, od ułożenia włosów, przez dodatki, kończąc na wyrazie twarzy, pociągnięcia Takeshi, nadają niepowtarzalny klimat oraz unikatowość Death Note. Wystarczy spojrzeć na bogów śmierci (Ryuk, Rem), czy Kirę, Hideki Ryuuga („L”) lub Misę, by się o tym przekonać. Nie może umknąć uwadze, to, ze każda narysowana postać ma w sobie „to coś”, co przyciąga czytelników i sprawia, że można trzymać tomik przed oczyma niemal bez przerwy. Każda z osobna jest swojego rodzaju indywidualistą, ale w połączeniu dają ogromne wrażenia estetyczne. Ważną rolę odgrywają również tła, które dodatkowo podkreślają doskonałość rysunku.
Ale żeby nie było tak kolorowo, to i tutaj zdarzyły się drobne potknięcia. Wielkim minusem mangi, jest potwornie nieczytelna czcionka w działach How to use it. Mimo swojej ozdobności i wszelkich walorów artystycznych, trzeba dołożyć wielkich starań, by odczytać reguły DN. Twórcy zapewne mieli na względzie ogólny wygląd tych stron, jednak, moim zdaniem, sami powinni stanąć twarzą w twarz z morderczą czcionką, a potem oddać nam, pożeraczom japońskich komiksów, wydanie poprawione, lecz równie dobrze wyglądające. Zaskoczeniem jest także momentami błędne przenoszenie wyrazów, czy literówki w dymkach. To jednak można wybaczyć wydawcom.
Porównując wydanie japońskie i polskie, nie sposób zauważyć zmiany obwoluty. Wschodni DN bardziej przybiera charakter notatnika boga śmierci. Niezgrabne litery, napisane niczym kura pazurem w zupełności podkreślają wyjątkowość. Polscy wydawcy woleli jednak dodać swoje „3 grosze”, zastosować kilka drobnych zabiegów kosmetycznych i skopiowali to, co jest na głównej okładce.
Szczególne podziękowania i uznania należą się 27-letniemu Pawłowi Dybale, który odwalił kawał dobrej roboty, tłumacząc kultową, można powiedzieć, mangę. Jak sam stwierdza przetłumaczenie DN z kanji zajęło mu „trochę” czasu, a najwięcej kłopotu sprawiły nazwiska. Te, jak wiemy, zapisywane są w formie znaków na zasadzie zestawień. W jednym z wywiadów mówi: Twórcy DN mają jakieś dziwne hobby, możliwe też, że zamierzali pobić rekord Guinessa w dziedzinie nagromadzenia najdziwniejszych zestawień znaków kanji w jednej serii (jeśli to prawda – zapewne im się udało). Mimo wszystko udało się temu młodemu japoniście i tłumaczowi sprostać zadaniu i przetłumaczyć wszystko od A do Z. W zupełności zaspakajając, może czasami zbyt wygórowane, wymagania fanów oczekujących na pojawienie się polskiej wersji wyczekiwanego komiksu.
Podsumowując, odbiegający od standardów Death Note, będący po części kryminałem z domieszką thriller’u, jest niewątpliwie jednym z lepszych dzieł ostatnich lat. Będąc w zasadzie od niedawna na polskim rynku zjednał sobie niejednego. Wystarczy spojrzeć na różnego rodzaju fora i strony internetowe. Poruszenie na taką skalę na rynku piśmienniczym, kinematografii, muzyki, gadżetów, ostatnimi czasy wywołały tylko nieliczne pozycje, min: Dragon Ball, Naruto, Chobits, czy Pokemony. Teraz śmiało do zaszczytnego grona dołącza Death Note autorstwa Tsugumi Ohba.

Okładka:

Oliwia Papież